Posts

Showing posts with the label dom

Urodzinowe podsumowanie.

Z reguły pisze kiedy jestem na coś zła lub kiedy jest mi źle. Od jakichś dwóch tygodni jest mi znów źle bardziej, choć w zasadzie nie ma ku temu zbyt racjonalnej przyczyny. W zasadzie kiedy zastanawiam się nad tym , sama sobie próbuję uświadomić i wytlumaczyc, ze nie mam żadnych poważnych problemow ani stresów, ze jestem zdrowa i wszystko jest okey. Niestety rozum sobie, uczucia i wrażenia sobie. Było juz całkiem niezłe i znów dół, bez zadnej kompletnie zadnej przyczyny. Dół zracjonalizowany i oswojony, obliczony na przeczekanie ale jednak dół. Czyżby podświadome przejmowanie się kolejnymi urodzinami? Bo świadome to raczej nie. Trzydzieste były ostatnimi którymi się przejęłam. Zresztą czym miałabym się przejmować? Nigdy naprawdę nigdy nie wyglądałam lepiej. Zdrowsza tez chyba nigdy nie byłam. Treningi przynoszą efekty, dopieszczam swoje umiejętności, przez rok zbudowałam 8 kg nowych  mięśni. To co było dla mnie ciężkie , teraz jest lekkie jak piórko. Praca nad pewnością siebie ...

Pokolenie, czyli co jest z nami nie tak.

Image
Ciągle spotykam się z opinią, że my, dzieci lat osiemdziesiątych, jesteśmy przegranym lub oszukanym pokoleniem. I kompletnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Przecież nikt chyba nie wierzył, że z zarabianiem pieniędzy będzie zawsze tak łatwo jak na początku lat dziewięćdziesiątych.  Albo że będzie łatwo ze znalezieniem pracy, tak jak dziesięć lat młodszym rocznikom, gdy rynek z całą mocą chłonął wysokiej klasy specjalistów. Kiedy konkurencja nie istnieje, zarabianie pieniędzy jest dziecinnie łatwe. To jak z oranżadą „Helena” na każdym weselu. Łapiecie? Nie warto wierzyć w Świętego Mikołaja Uwierzyłeś, że za studia, które kończyli wszyscy, dadzą Ci dobrą pracę, a teraz masz pretensje, że fryzjerka po zawodówce zarabia 5 razy więcej? A może uwierzyłeś, że będziesz szczęśliwy, robiąc całe życie to, czego nie lubisz? Cóż, powiedzmy sobie szczerze — jest mi przykro, że dałeś się oszukać, ale to tylko i wyłącznie Twoja wina. Jeśli nie wiedziałeś, co studiować, i wybrałeś ...

Najdroższy kredyt – Ty też go spłacasz.

Image
Całe moje otoczenie uważa mnie za wariatkę. Co więcej – ja sama też uważam siebie za szaloną. Myślę, że słusznie. Od dziecka mam całkowicie przesterowany system wartości. Na pewno przyczynił się do tego fakt, że byłam królikiem doświadczalnym dla moich rodziców, którzy do 12 roku życia zmienili mi szkołę 4 razy. Ale to naprawdę  jeszcze nic takiego. Śmierć jak cień To sprawiło jedynie, że błyskawicznie dostosowuję się do otaczających mnie warunków. Że nie przywiązuję się do miejsc ani do rzeczy – a do ludzi niezmiernie rzadko. Natomiast bunt mam po prostu we krwi. Już w podstawówce zaczęłam się malować, a w ruch poszła od razu ciemnofioletowa szminka. Pani od chemii zwróciła mi uwagę, że to chyba za wcześnie. Rezolutnie odparowałam, że u niej to chyba za późno, bo w jej wieku należałoby już raczej malować prostą kreskę na powiece. Jak widać na załączonym obrazku, zawsze miałam tez problem z uznawaniem autorytetów. No bo jak można szanować kogoś, kto jest ewidentnie głupszy...

Im więcej dajesz tym mniej dostajesz. Stara prawda, a ja dalej nie ogarniam.

Image
Od dawna nic nie rozumiem. Nie rozumiem rzeczywistości od 4 lat, tak mniej więcej. Zawsze wydawało mi się, że związki damko-męskie i relacje międzyludzkie są najprostszą rzeczą pod słońcem. Wydawało mi się także, że biologicznie i społecznie jesteśmy tak uwarunkowani, że wszystkim z grubsza zależy na tym samym: na szczęśliwym związku, rodzinie, serdecznych przyjaźniach, owocnej i spokojnej pracy. Żyłam sobie w bajce. I w szklanej bańce idealnego związku, krążąc wciąż na linii praca - dom, dom - praca, nie zauważając kompletnie reszty świata. Czasami jakieś nieliczne sygnały próbowały się przebić przez granice mojej świadomości, ale ignorowałam je, bo ich interpretowanie do niczego nie było mi potrzebne. I tak, trwając w sielance, zaliczyłam twarde lądowanie, w dodatku gołą dupą i na szkle.       Po pierwsze, znajomości, a nawet przyjaźnie w dzisiejszych czasach są na tyle płytkie, że rozpadają się z zupełnie błahych powodów. Jak Titanic o górę lodową. Kiedy zmarł męż...