Posts

Showing posts with the label przyjazn

Urodzinowe podsumowanie.

Z reguły pisze kiedy jestem na coś zła lub kiedy jest mi źle. Od jakichś dwóch tygodni jest mi znów źle bardziej, choć w zasadzie nie ma ku temu zbyt racjonalnej przyczyny. W zasadzie kiedy zastanawiam się nad tym , sama sobie próbuję uświadomić i wytlumaczyc, ze nie mam żadnych poważnych problemow ani stresów, ze jestem zdrowa i wszystko jest okey. Niestety rozum sobie, uczucia i wrażenia sobie. Było juz całkiem niezłe i znów dół, bez zadnej kompletnie zadnej przyczyny. Dół zracjonalizowany i oswojony, obliczony na przeczekanie ale jednak dół. Czyżby podświadome przejmowanie się kolejnymi urodzinami? Bo świadome to raczej nie. Trzydzieste były ostatnimi którymi się przejęłam. Zresztą czym miałabym się przejmować? Nigdy naprawdę nigdy nie wyglądałam lepiej. Zdrowsza tez chyba nigdy nie byłam. Treningi przynoszą efekty, dopieszczam swoje umiejętności, przez rok zbudowałam 8 kg nowych  mięśni. To co było dla mnie ciężkie , teraz jest lekkie jak piórko. Praca nad pewnością siebie ...

Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi.

Image
Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi Niektórym wszystko w życiu przychodzi łatwo, a inni muszą się napracować, aby osiągnąć sukces. Po drodze odhaczają porażki, ale nie z każdej łatwo jest się podnieść. Czasami przychodzi załamanie, musisz odciąć się od świata, by rany zagoiły się w spokoju. Nie oznacza to złożenia broni, ale etap walki. Dla mnie największym wyzwaniem w życiu jest miłość. To ona jest sensem życia, nadaje światu kolor i smak. Jest jedyną rzeczą, którą mamy w pamięci, odchodząc z tego świata. A pieniądze? Nie mają znaczenia, przychodzą i odchodzą. I choć zazwyczaj muszę się urobić po łokcie, aby je mieć, to nie one są sensem mojego życia. To samo z rzeczami materialnymi- tyle razy już miałam coś, co za chwilę straciłam, że nie potrafię tego nawet zliczyć. Dlatego nie można się do nich przywiązywać. Strach, który nie pozwala oddychać Wszystko jest proste do zrobienia. Czasem pracochłonne, lecz proste. Ale nie miłość. Tutaj nie ma prostego równania, a...

Justine ou les Malheurs de la Vertu.

Image
Pomaganie ludziom to najgorszy pomysł, jaki może Wam przyjść do głowy. Bycie milym dla kogokolwiek, również . Serio, pomagać można ewentualnie zwierzętom i małym, niewinnym dzieciom. To wszystko. Niestety, ja nie umiem opanować swoich kompulsywnych skłonności do pomagania innym i całe życie dostaję po tyłku. Zobacz, co może Cię spotkać, jeśli też dasz się na to skusić. Karma, która nie wraca Możesz na przykład dać pracę bardzo zdolnej, a wręcz genialnej koleżance, która dzwoni z płaczem, że szefowa chce jej o jedną czwartą obniżyć pensję. Jest naprawdę dobra, nie stać Cię na takiego pracownika. Ale stwierdzasz, że właściwie to chcesz kogoś takiego w firmie, bo to pozwoli Ci rozwinąć skrzydła. Więc bierzesz kredyt. Nie na jej pensje, tylko na wyposażenie jej stanowiska pracy. Zatrudniasz ją. I co? Fail. Koleżanka co dzień spóźnia się do pracy, a pół godziny przed wyjściem zaczyna sesję mycia nóg (serio!)  i poprawiania makijażu. Ale prawdziwy koszmar zaczyna się po tym...

Moje 10 sposobów na chwytanie chwil — jak wcielam w życie zasadę „carpe diem".

Image
Umiejętność cieszenia się życiem i rozkoszowania chwilą to sztuka nieomal zapomniana. Ludzie, jeśli już psują siebie w jakikolwiek sposób, to zwykle wybierają po prostu kupowanie nowych i niepotrzebnych rzeczy. Osobiście nie cierpię nadmiaru przedmiotów w swoim otoczeniu i staram się systematycznie z nim walczyć, zatem psucie siebie wygląda w moim wykonaniu zupełnie inaczej. Ale wierzcie mi, doszłam w tym do prawdziwej perfekcji! Przez długi  czas mojego życia  miałam wyrzuty sumienia zajmując się sobą. Poza tym, zwyczajnie nie miałam na to czasu. Śmierć mojego mężczyzny uświadomiła mi, ze jest zupełnym bezsensem  poświęcanie większości   swojego czasu na prace, z której   owoców nie macie nawet czasu korzystać.   Później zaś  nie robiłam nic innego - kompulsywnie starałam się pocieszyć po wszystkich złych rzeczach które mnie w życiu spotkały i odreag...

Im więcej dajesz tym mniej dostajesz. Stara prawda, a ja dalej nie ogarniam.

Image
Od dawna nic nie rozumiem. Nie rozumiem rzeczywistości od 4 lat, tak mniej więcej. Zawsze wydawało mi się, że związki damko-męskie i relacje międzyludzkie są najprostszą rzeczą pod słońcem. Wydawało mi się także, że biologicznie i społecznie jesteśmy tak uwarunkowani, że wszystkim z grubsza zależy na tym samym: na szczęśliwym związku, rodzinie, serdecznych przyjaźniach, owocnej i spokojnej pracy. Żyłam sobie w bajce. I w szklanej bańce idealnego związku, krążąc wciąż na linii praca - dom, dom - praca, nie zauważając kompletnie reszty świata. Czasami jakieś nieliczne sygnały próbowały się przebić przez granice mojej świadomości, ale ignorowałam je, bo ich interpretowanie do niczego nie było mi potrzebne. I tak, trwając w sielance, zaliczyłam twarde lądowanie, w dodatku gołą dupą i na szkle.       Po pierwsze, znajomości, a nawet przyjaźnie w dzisiejszych czasach są na tyle płytkie, że rozpadają się z zupełnie błahych powodów. Jak Titanic o górę lodową. Kiedy zmarł męż...