Posts

Showing posts with the label zaufanie

Konsekwencje

Image
        Seksoholizm, zdrada, konsekwencje. Kaz i Isabel. Poseł Pięta i Izabela. Wodzianka i kwadratowy detektyw. Moja współlokatorka stewardessa i jej pilot, oraz ja i pewien osobnik p. s. Świniopas. Sytuacje, które przekraczają wszelka skalę żenady. Na początek dość śmiała teza, ale po dalszej lekturze każda zdrowo myśląca kobieta przyzna mi rację.Wieki mijają, technologia idzie na przód, cywilizacja podobno się rozwija, a głupi chuj zawsze będzie  głupim chujem.       Faceci pod odstrzałem nie bez przyczyny. Na moim blogu głównie wyżywam się na facetach i nie da się tego ukryć. Uważam, że nowy gatunek pseudo faceta po prostu na to zasługuje. Ale ktoś tych facetów wychował. Ktoś im przyzwala na takie,a nie inne zachowanie. I to nie tylko matki, które prosiły "nie kop pana, bo się spocisz". Bo jest na tym wiecie wiele kobiet, które chyba rodzą się z syndromem ofiary. Ofiara przełknie absolutnie wszystko, aby  tylko nie b...

Urodzinowe podsumowanie.

Z reguły pisze kiedy jestem na coś zła lub kiedy jest mi źle. Od jakichś dwóch tygodni jest mi znów źle bardziej, choć w zasadzie nie ma ku temu zbyt racjonalnej przyczyny. W zasadzie kiedy zastanawiam się nad tym , sama sobie próbuję uświadomić i wytlumaczyc, ze nie mam żadnych poważnych problemow ani stresów, ze jestem zdrowa i wszystko jest okey. Niestety rozum sobie, uczucia i wrażenia sobie. Było juz całkiem niezłe i znów dół, bez zadnej kompletnie zadnej przyczyny. Dół zracjonalizowany i oswojony, obliczony na przeczekanie ale jednak dół. Czyżby podświadome przejmowanie się kolejnymi urodzinami? Bo świadome to raczej nie. Trzydzieste były ostatnimi którymi się przejęłam. Zresztą czym miałabym się przejmować? Nigdy naprawdę nigdy nie wyglądałam lepiej. Zdrowsza tez chyba nigdy nie byłam. Treningi przynoszą efekty, dopieszczam swoje umiejętności, przez rok zbudowałam 8 kg nowych  mięśni. To co było dla mnie ciężkie , teraz jest lekkie jak piórko. Praca nad pewnością siebie ...

Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi.

Image
Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi Niektórym wszystko w życiu przychodzi łatwo, a inni muszą się napracować, aby osiągnąć sukces. Po drodze odhaczają porażki, ale nie z każdej łatwo jest się podnieść. Czasami przychodzi załamanie, musisz odciąć się od świata, by rany zagoiły się w spokoju. Nie oznacza to złożenia broni, ale etap walki. Dla mnie największym wyzwaniem w życiu jest miłość. To ona jest sensem życia, nadaje światu kolor i smak. Jest jedyną rzeczą, którą mamy w pamięci, odchodząc z tego świata. A pieniądze? Nie mają znaczenia, przychodzą i odchodzą. I choć zazwyczaj muszę się urobić po łokcie, aby je mieć, to nie one są sensem mojego życia. To samo z rzeczami materialnymi- tyle razy już miałam coś, co za chwilę straciłam, że nie potrafię tego nawet zliczyć. Dlatego nie można się do nich przywiązywać. Strach, który nie pozwala oddychać Wszystko jest proste do zrobienia. Czasem pracochłonne, lecz proste. Ale nie miłość. Tutaj nie ma prostego równania, a...

Zainspiruj się sobą, więcej nie potrzebujesz...

Image
           Lubię siebie. Chciałabym się sklonować i się przelecieć. Serio, byłoby przyjemnie 😋😉😆😆😆. A tak na poważnie , to wbrew pozorom wcale nie uważam się za kogoś szczególnie wyjątkowego. Oryginalnego, może tak. Jebniętego, nie zawsze pozytywnie, owszem. Ale wybitnego? Nie. I nawet niespecjalnie mnie to martwi, bo w dzisiejszych czasach bycie wybitnym z reguły nic nie daje, bardziej opłaca się bycie bezczelnym i egoistycznym. Nad tym drugim usilnie pracuję, ale o tym będzie inny tekst. Wracając do meritum – strasznie mnie śmieszy, kiedy ktoś mi zazdrości. A jeszcze bardziej, kiedy ma kompleksy na moim tle i próbuje mnie kopiować, zamiast po prostu być sobą. Zwłaszcza, że bycie mną wcale nie jest takie fajne ani proste.  Co mnie nie kręci i nie podnieca Okej, mogę się zgodzić, że jest to pewien rodzaj komplementu, bo podobno małpowanie kogoś stanowi najwyższą formę uznania. W porządku, niech inni małpują – ja nikogo nigdy nie naśladuję...

Spalona, czyli dlaczego to z Wami jest coś nie tak.

Image
Moda na bycie singlem trwa w najlepsze. Ale sama niebędąca w związku kobieta po 30 roku życia – czyli w moim wieku – jest traktowana podejrzliwie. Ba, coraz częściej podejrzliwie patrzy się na singielki dopiero dobiegające trzydziestki. Kocia mama – czy wiesz o niej wszystko?      Patrzą na nią w ten sposób nie tylko rodzina czy znajomi, ale też mężczyźni, czyli potencjalni partnerzy. Kiedy oznajmiam ludziom – nieważne jakiej płci – że jestem sama, większość z nich od razu WIE, że coś jest ze mną nie tak. Znacie to uczucie? „Stara panna z kotami”, „kocia mama”… Wielokrotnie zdarzało się, że osoby niewiedzące o mnie kompletnie NIC już na wstępie próbowały mnie w ten sposób zaszufladkować. I nieważne, że prawie całe swoje dorosłe życie spędziłam w związku, w którym panowały zgoda, szczęście, spokój i pełne porozumienie. W którym nie było kłótni, zazdrości ani zdrad, a seks był regularny i mówiąc zupełnie szczerze – po prostu fantastyczny. Gdyby nie był to związek, a...

Im więcej dajesz tym mniej dostajesz. Stara prawda, a ja dalej nie ogarniam.

Image
Od dawna nic nie rozumiem. Nie rozumiem rzeczywistości od 4 lat, tak mniej więcej. Zawsze wydawało mi się, że związki damko-męskie i relacje międzyludzkie są najprostszą rzeczą pod słońcem. Wydawało mi się także, że biologicznie i społecznie jesteśmy tak uwarunkowani, że wszystkim z grubsza zależy na tym samym: na szczęśliwym związku, rodzinie, serdecznych przyjaźniach, owocnej i spokojnej pracy. Żyłam sobie w bajce. I w szklanej bańce idealnego związku, krążąc wciąż na linii praca - dom, dom - praca, nie zauważając kompletnie reszty świata. Czasami jakieś nieliczne sygnały próbowały się przebić przez granice mojej świadomości, ale ignorowałam je, bo ich interpretowanie do niczego nie było mi potrzebne. I tak, trwając w sielance, zaliczyłam twarde lądowanie, w dodatku gołą dupą i na szkle.       Po pierwsze, znajomości, a nawet przyjaźnie w dzisiejszych czasach są na tyle płytkie, że rozpadają się z zupełnie błahych powodów. Jak Titanic o górę lodową. Kiedy zmarł męż...