Posts

Showing posts with the label single

Nowomowa w stosunkach męsko-damskich.

Image
FWB obnaża kobietę z godności Każdemu pokoleniu wydaje się, ze odkrywa Amerykę. A mnie wydaje się, że to wynik braku zainteresowania historią. Człowiek światły i oczytany zdaje sobie bowiem sprawę, że nie wynaleźliśmy ani seksu bez zobowiązań, ani homoseksualizmu, ani narkotyków, ani w najmniejszym stopniu tego, co przez moralizatorów nazywane jest upadkiem obyczajów. Wentyl bezpieczeństwa zawsze musiał w końcu wypuścić nadmiar pary. Widać to szczególnie po długim weekendzie majowym, który ja nazywam świętem debili, grilla i kaca. Ot takie współczesne bachanalia. FWB i FOMO   W dzisiejszych czasach uwielbiamy dorabiać bardzo rozbudowane słownictwo do zjawisk znanych od stuleci. Skupię się dzisiaj na zjawisku zwanym FWB i na innym nazywanym przez psychologów FOMO. Pierwsze nie jest niczym nowym, ale jego skala wynika bezpośrednio z drugiego, które powstaje  bezpośrednio z totalnego przebodźcowania współczesnego społeczeństwa i nieumiejętności obrony przed manipulacją...

Konsekwencje

Image
        Seksoholizm, zdrada, konsekwencje. Kaz i Isabel. Poseł Pięta i Izabela. Wodzianka i kwadratowy detektyw. Moja współlokatorka stewardessa i jej pilot, oraz ja i pewien osobnik p. s. Świniopas. Sytuacje, które przekraczają wszelka skalę żenady. Na początek dość śmiała teza, ale po dalszej lekturze każda zdrowo myśląca kobieta przyzna mi rację.Wieki mijają, technologia idzie na przód, cywilizacja podobno się rozwija, a głupi chuj zawsze będzie  głupim chujem.       Faceci pod odstrzałem nie bez przyczyny. Na moim blogu głównie wyżywam się na facetach i nie da się tego ukryć. Uważam, że nowy gatunek pseudo faceta po prostu na to zasługuje. Ale ktoś tych facetów wychował. Ktoś im przyzwala na takie,a nie inne zachowanie. I to nie tylko matki, które prosiły "nie kop pana, bo się spocisz". Bo jest na tym wiecie wiele kobiet, które chyba rodzą się z syndromem ofiary. Ofiara przełknie absolutnie wszystko, aby  tylko nie b...

Love, i.e. an equation with nothing but unknowns.

Image
Some people have everything come easily to them, others have to work their butts off in order to succeed. They tick off failures along the way but not all of them are easy to shake off. Sometimes there comes a breakdown which forces you to hide away from the world to allow the wounds to heal. It doesn’t mean surrender, it’s merely another stage of the fight. To me personally, love constitutes the biggest challenge in life. It is the meaning of life, it gives the world colours and flavour. It’s the only thing we have in our memory when leaving this world. And money? It doesn’t mean a thing, it comes and it goes. And even though very often do I need to work my head off to get it, it’s not the main focus of my life. The same applies to material things – I can’t even count all the times when I had something just to lose it moments later. That’s why you mustn’t get attached to them. The fear that makes you unable to breathe Everything’s easy to do. Sometimes labour-intensive, but...

Zainspiruj się sobą, więcej nie potrzebujesz...

Image
           Lubię siebie. Chciałabym się sklonować i się przelecieć. Serio, byłoby przyjemnie 😋😉😆😆😆. A tak na poważnie , to wbrew pozorom wcale nie uważam się za kogoś szczególnie wyjątkowego. Oryginalnego, może tak. Jebniętego, nie zawsze pozytywnie, owszem. Ale wybitnego? Nie. I nawet niespecjalnie mnie to martwi, bo w dzisiejszych czasach bycie wybitnym z reguły nic nie daje, bardziej opłaca się bycie bezczelnym i egoistycznym. Nad tym drugim usilnie pracuję, ale o tym będzie inny tekst. Wracając do meritum – strasznie mnie śmieszy, kiedy ktoś mi zazdrości. A jeszcze bardziej, kiedy ma kompleksy na moim tle i próbuje mnie kopiować, zamiast po prostu być sobą. Zwłaszcza, że bycie mną wcale nie jest takie fajne ani proste.  Co mnie nie kręci i nie podnieca Okej, mogę się zgodzić, że jest to pewien rodzaj komplementu, bo podobno małpowanie kogoś stanowi najwyższą formę uznania. W porządku, niech inni małpują – ja nikogo nigdy nie naśladuję...

A date? Thanks but no, thanks.

Image
Why won’t I ever go on a date? Because I’m scared. Not that I don’t think about it sometimes, not that I sometimes wouldn’t like to try to be happy with someone again. But I’m simply scared. And in addition I feel repulsed – repulsed by lies. Lies when it comes to attention and interest in you, lies in glances, lies in the touch, kiss and intimacy. Everything that should be sincere, constitute a combination of magic and chemistry between two people, is tainted with lies. It’s not lust, only a quick quenching of appetite. It’s not looking for someone with whom we’ll feel good, but seeking a moron that we can manipulate and exploit. Whom you can thoroughly hurt with your lies and move on as if nothing had happened. Gentlemen, what do you need Tinder for? I’m never going to be a toy in someone’s hands again. A trusting toy with only good intentions. A toy that gets damaged and then thrown out to trash. I won’t even mention the fact of obtaining a few incredibly persistent ...