Posts

Showing posts with the label sens życia

Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi.

Image
Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi Niektórym wszystko w życiu przychodzi łatwo, a inni muszą się napracować, aby osiągnąć sukces. Po drodze odhaczają porażki, ale nie z każdej łatwo jest się podnieść. Czasami przychodzi załamanie, musisz odciąć się od świata, by rany zagoiły się w spokoju. Nie oznacza to złożenia broni, ale etap walki. Dla mnie największym wyzwaniem w życiu jest miłość. To ona jest sensem życia, nadaje światu kolor i smak. Jest jedyną rzeczą, którą mamy w pamięci, odchodząc z tego świata. A pieniądze? Nie mają znaczenia, przychodzą i odchodzą. I choć zazwyczaj muszę się urobić po łokcie, aby je mieć, to nie one są sensem mojego życia. To samo z rzeczami materialnymi- tyle razy już miałam coś, co za chwilę straciłam, że nie potrafię tego nawet zliczyć. Dlatego nie można się do nich przywiązywać. Strach, który nie pozwala oddychać Wszystko jest proste do zrobienia. Czasem pracochłonne, lecz proste. Ale nie miłość. Tutaj nie ma prostego równania, a...

Zainspiruj się sobą, więcej nie potrzebujesz...

Image
           Lubię siebie. Chciałabym się sklonować i się przelecieć. Serio, byłoby przyjemnie 😋😉😆😆😆. A tak na poważnie , to wbrew pozorom wcale nie uważam się za kogoś szczególnie wyjątkowego. Oryginalnego, może tak. Jebniętego, nie zawsze pozytywnie, owszem. Ale wybitnego? Nie. I nawet niespecjalnie mnie to martwi, bo w dzisiejszych czasach bycie wybitnym z reguły nic nie daje, bardziej opłaca się bycie bezczelnym i egoistycznym. Nad tym drugim usilnie pracuję, ale o tym będzie inny tekst. Wracając do meritum – strasznie mnie śmieszy, kiedy ktoś mi zazdrości. A jeszcze bardziej, kiedy ma kompleksy na moim tle i próbuje mnie kopiować, zamiast po prostu być sobą. Zwłaszcza, że bycie mną wcale nie jest takie fajne ani proste.  Co mnie nie kręci i nie podnieca Okej, mogę się zgodzić, że jest to pewien rodzaj komplementu, bo podobno małpowanie kogoś stanowi najwyższą formę uznania. W porządku, niech inni małpują – ja nikogo nigdy nie naśladuję...

Moje 10 sposobów na chwytanie chwil — jak wcielam w życie zasadę „carpe diem".

Image
Umiejętność cieszenia się życiem i rozkoszowania chwilą to sztuka nieomal zapomniana. Ludzie, jeśli już psują siebie w jakikolwiek sposób, to zwykle wybierają po prostu kupowanie nowych i niepotrzebnych rzeczy. Osobiście nie cierpię nadmiaru przedmiotów w swoim otoczeniu i staram się systematycznie z nim walczyć, zatem psucie siebie wygląda w moim wykonaniu zupełnie inaczej. Ale wierzcie mi, doszłam w tym do prawdziwej perfekcji! Przez długi  czas mojego życia  miałam wyrzuty sumienia zajmując się sobą. Poza tym, zwyczajnie nie miałam na to czasu. Śmierć mojego mężczyzny uświadomiła mi, ze jest zupełnym bezsensem  poświęcanie większości   swojego czasu na prace, z której   owoców nie macie nawet czasu korzystać.   Później zaś  nie robiłam nic innego - kompulsywnie starałam się pocieszyć po wszystkich złych rzeczach które mnie w życiu spotkały i odreag...

Kto nie ryzykuje, ten nie żyje.

Image
  Miałam małą przerwę w pisaniu, ponieważ – po pierwsze – lubię przez kilka dni poukładać sobie myśli, które zamierzam Wam przekazać. Uwielbiam ten czas, kiedy teksty dojrzewają we mnie. Kiedy obserwuję, badam, rozmawiam z ludźmi i ubieram myśli w słowa. Drugi powód jest bardziej prozaiczny: mam nieustający problem z moim psem. Niedowład tylnych kończyn, odleżyny, a teraz jeszcze ... rzadka kupa. Pies stara się nadrobić ubytek mięśni i chyba w związku z tym się przejadł. Jestem dobrą mamusią, więc nie oponowałam – a teraz moja egzystencja ogranicza się do zmywania kupy z podłogi, z psa i z siebie. Kilka razy dziennie. Tak więc sami rozumiecie. Swoja droga, nie wiedziałam , ze kupa aż  w takim stopniu  skłania  do filozoficznych przemyśleń .  Komfort zamiast ryzyka Moje wnioski z obserwacji bliższego i dalszego otoczenia są takie, że ludzie wokół to zwyczajni tchórze. Nie są zdolni – uwaga, teraz pojadę starym i powtarzanym do znudzenia tekstem...

Najdroższy kredyt – Ty też go spłacasz.

Image
Całe moje otoczenie uważa mnie za wariatkę. Co więcej – ja sama też uważam siebie za szaloną. Myślę, że słusznie. Od dziecka mam całkowicie przesterowany system wartości. Na pewno przyczynił się do tego fakt, że byłam królikiem doświadczalnym dla moich rodziców, którzy do 12 roku życia zmienili mi szkołę 4 razy. Ale to naprawdę  jeszcze nic takiego. Śmierć jak cień To sprawiło jedynie, że błyskawicznie dostosowuję się do otaczających mnie warunków. Że nie przywiązuję się do miejsc ani do rzeczy – a do ludzi niezmiernie rzadko. Natomiast bunt mam po prostu we krwi. Już w podstawówce zaczęłam się malować, a w ruch poszła od razu ciemnofioletowa szminka. Pani od chemii zwróciła mi uwagę, że to chyba za wcześnie. Rezolutnie odparowałam, że u niej to chyba za późno, bo w jej wieku należałoby już raczej malować prostą kreskę na powiece. Jak widać na załączonym obrazku, zawsze miałam tez problem z uznawaniem autorytetów. No bo jak można szanować kogoś, kto jest ewidentnie głupszy...