Posts

Showing posts with the label mężczyzna

Nowomowa w stosunkach męsko-damskich.

Image
FWB obnaża kobietę z godności Każdemu pokoleniu wydaje się, ze odkrywa Amerykę. A mnie wydaje się, że to wynik braku zainteresowania historią. Człowiek światły i oczytany zdaje sobie bowiem sprawę, że nie wynaleźliśmy ani seksu bez zobowiązań, ani homoseksualizmu, ani narkotyków, ani w najmniejszym stopniu tego, co przez moralizatorów nazywane jest upadkiem obyczajów. Wentyl bezpieczeństwa zawsze musiał w końcu wypuścić nadmiar pary. Widać to szczególnie po długim weekendzie majowym, który ja nazywam świętem debili, grilla i kaca. Ot takie współczesne bachanalia. FWB i FOMO   W dzisiejszych czasach uwielbiamy dorabiać bardzo rozbudowane słownictwo do zjawisk znanych od stuleci. Skupię się dzisiaj na zjawisku zwanym FWB i na innym nazywanym przez psychologów FOMO. Pierwsze nie jest niczym nowym, ale jego skala wynika bezpośrednio z drugiego, które powstaje  bezpośrednio z totalnego przebodźcowania współczesnego społeczeństwa i nieumiejętności obrony przed manipulacją...

Randka? Dziękuję, postoję!

Image
obrazek  GiuliaSinope   Dlaczego nigdy w życiu nie pójdę na randkę? Bo się boję. Nie żebym o tym czasem nie myślała, nie żebym czasem nie chciała znów spróbować być z kimś szczęśliwa. Ale po prostu, tak zwyczajnie się boję. A do tego czuję wstręt — wstręt do kłamstwa. Kłamstwa w trosce i zainteresowaniu, kłamstwa w spojrzeniu, kłamstwa w dotyku, pocałunku i intymności. Wszystko, co powinno być szczere, stanowić wyjątkową mieszankę magii oraz chemii między dwojgiem ludźmi, jest zatrute kłamstwem. Nie jest pożądaniem, tylko szybkim zaspokojeniem apetytu. Nie jest szukaniem kogoś, z kim nam będzie dobrze, tylko szukaniem frajera, którego można zmanipulować i wykorzystać. Kogo można totalnie poranić swoim kłamstwem i iść dalej, jakby nic się nie stało. Panowie, po co Wam Tinder? Nie zamierzam być już nigdy zabawką w cudzych rękach. Zabawką ufną, z samymi dobrymi intencjami. Zabawką, którą się niszczy, a potem wyrzuca na śmietnik. Pomijam fakt dorobienia się kilku nie...

Kto nie ryzykuje, ten nie żyje.

Image
  Miałam małą przerwę w pisaniu, ponieważ – po pierwsze – lubię przez kilka dni poukładać sobie myśli, które zamierzam Wam przekazać. Uwielbiam ten czas, kiedy teksty dojrzewają we mnie. Kiedy obserwuję, badam, rozmawiam z ludźmi i ubieram myśli w słowa. Drugi powód jest bardziej prozaiczny: mam nieustający problem z moim psem. Niedowład tylnych kończyn, odleżyny, a teraz jeszcze ... rzadka kupa. Pies stara się nadrobić ubytek mięśni i chyba w związku z tym się przejadł. Jestem dobrą mamusią, więc nie oponowałam – a teraz moja egzystencja ogranicza się do zmywania kupy z podłogi, z psa i z siebie. Kilka razy dziennie. Tak więc sami rozumiecie. Swoja droga, nie wiedziałam , ze kupa aż  w takim stopniu  skłania  do filozoficznych przemyśleń .  Komfort zamiast ryzyka Moje wnioski z obserwacji bliższego i dalszego otoczenia są takie, że ludzie wokół to zwyczajni tchórze. Nie są zdolni – uwaga, teraz pojadę starym i powtarzanym do znudzenia tekstem...

Zdobywca, biedny miś czy ekshibicjonista, czyli 50 twarzy gwałciciela.

Image
Nie, nie będzie o brutalnym seksie. Brutalny seks za zgodą obojga partnerów bywa całkiem interesujący i przyjemny. Czasem nawet nieziemsko przyjemny! Ale nie o tym jest ten tekst. Jest o kimś, kogo niestety prawie każda z nas miała okazję w swoim życiu spotkać. Czytając o ostatnich aferach dotyczących molestowania seksualnego, mam go przed oczami. Jego. Faceta z syndromem gwałciciela. Syndrom zdobywcy Wiecie, to taki gość, który uważa, że wszystko mu się należy. Może jest znanym producentem w Hollywood, a może aktorem. A może po prostu mamusia wmówiła mu, że jest ósmym cudem świata. Niestety, to czasem wystarczy. Jest taki zajebisty i tak głęboko przekonany o tej swojej zajebistości, że przecież życie nie ma prawa niczego mu odmówić. A w szczególności pizdy. To facet, który nie rozumie słowa „nie”. Dla którego własna erekcja usprawiedliwia wszelkie jego poczynania. Może nie zawsze taki był? Może to na tych wszystkich kursach dla podrywaczy nauczyli go, że słowo „nie” n...

Spalona, czyli dlaczego to z Wami jest coś nie tak.

Image
Moda na bycie singlem trwa w najlepsze. Ale sama niebędąca w związku kobieta po 30 roku życia – czyli w moim wieku – jest traktowana podejrzliwie. Ba, coraz częściej podejrzliwie patrzy się na singielki dopiero dobiegające trzydziestki. Kocia mama – czy wiesz o niej wszystko?      Patrzą na nią w ten sposób nie tylko rodzina czy znajomi, ale też mężczyźni, czyli potencjalni partnerzy. Kiedy oznajmiam ludziom – nieważne jakiej płci – że jestem sama, większość z nich od razu WIE, że coś jest ze mną nie tak. Znacie to uczucie? „Stara panna z kotami”, „kocia mama”… Wielokrotnie zdarzało się, że osoby niewiedzące o mnie kompletnie NIC już na wstępie próbowały mnie w ten sposób zaszufladkować. I nieważne, że prawie całe swoje dorosłe życie spędziłam w związku, w którym panowały zgoda, szczęście, spokój i pełne porozumienie. W którym nie było kłótni, zazdrości ani zdrad, a seks był regularny i mówiąc zupełnie szczerze – po prostu fantastyczny. Gdyby nie był to związek, a...

Największe oszustwo w dziejach cywilizacji.

Image
Zespół madonny i ladacznicy to zaburzenie seksualne, opisane przez psychoanalityka Renshava, polegające na ambiwalentnej postawie mężczyzny wobec natury kobiecej. W mentalności mężczyzny współistnieją dwa modele kobiety: madonna – porządna, cnotliwa, idealna żona i matka oraz ladacznica – zmysłowa, rozpustna, dostępna, zabawowo traktująca seks. Postawa ta, według Renshava, jest bardzo rozpowszechniona w kręgu kultury Zachodu i może być wynikiem wychowania, lęku kastracyjnego, nieufności wobec kobiet i podwójnej moralności. Odpowiednikiem tego zespołu u kobiet jest zespół rycerza i rozpustnika.              Powiem wam, drodzy Panowie, prawdę. My kobiety mamy dokładnie taki sam popęd seksualny. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że dużo wyższy. Nie musimy się bowiem przejmować tym, czy nam staje, czy staje nam wystarczająco mocno, czy możemy uprawiać seks wystarczająco długo i często. Ani też - kompleks nr 1 - tym, czy kutas jest wystarczająco duży. C...

Im więcej dajesz tym mniej dostajesz. Stara prawda, a ja dalej nie ogarniam.

Image
Od dawna nic nie rozumiem. Nie rozumiem rzeczywistości od 4 lat, tak mniej więcej. Zawsze wydawało mi się, że związki damko-męskie i relacje międzyludzkie są najprostszą rzeczą pod słońcem. Wydawało mi się także, że biologicznie i społecznie jesteśmy tak uwarunkowani, że wszystkim z grubsza zależy na tym samym: na szczęśliwym związku, rodzinie, serdecznych przyjaźniach, owocnej i spokojnej pracy. Żyłam sobie w bajce. I w szklanej bańce idealnego związku, krążąc wciąż na linii praca - dom, dom - praca, nie zauważając kompletnie reszty świata. Czasami jakieś nieliczne sygnały próbowały się przebić przez granice mojej świadomości, ale ignorowałam je, bo ich interpretowanie do niczego nie było mi potrzebne. I tak, trwając w sielance, zaliczyłam twarde lądowanie, w dodatku gołą dupą i na szkle.       Po pierwsze, znajomości, a nawet przyjaźnie w dzisiejszych czasach są na tyle płytkie, że rozpadają się z zupełnie błahych powodów. Jak Titanic o górę lodową. Kiedy zmarł męż...