Posts

O włosach.

Image
          ­Dziś będzie mało poważny i kompletnie nie związany z psychologią post o włosach. Chociaż mówiąc szczerze uważam, że stan naszej duszy i psychiki bardzo uwidacznia się w stanie skóry oraz włosów. Sama jestem tego najlepszym przykładem. Moja historia jest pełna rozmaitych i ciekawych przypadków, a na kondycji moich włosów odbija się wszystko to co dzieje się w moim życiu, rzeczy dobre i rzeczy złe. W dzieciństwie nie miałam większych problemów z włosami. Rosły jak na drożdżach, a jedynym moim zmartwieniem były kłopoty z ich obcinaniem. Problemy zaczęły się pod koniec okresu dojrzewania. Włosy zaczęły mi masowo wypadać, aż z grubego kucyka zamieniły się w smętny mysi ogon. Nawet bardzo za nim nie płakałam, gdyż w ramach buntu najpierw obcięłam włosy na 5 milimetrowego jeża, a kiedy zaczęły odrastać tlenić je praktycznie na biały kolor. Oczywiście, moje działania bardzo im „pomogły”. Później zaczął się okres stopniowego zapuszczan...

Urodzinowe podsumowanie.

Z reguły pisze kiedy jestem na coś zła lub kiedy jest mi źle. Od jakichś dwóch tygodni jest mi znów źle bardziej, choć w zasadzie nie ma ku temu zbyt racjonalnej przyczyny. W zasadzie kiedy zastanawiam się nad tym , sama sobie próbuję uświadomić i wytlumaczyc, ze nie mam żadnych poważnych problemow ani stresów, ze jestem zdrowa i wszystko jest okey. Niestety rozum sobie, uczucia i wrażenia sobie. Było juz całkiem niezłe i znów dół, bez zadnej kompletnie zadnej przyczyny. Dół zracjonalizowany i oswojony, obliczony na przeczekanie ale jednak dół. Czyżby podświadome przejmowanie się kolejnymi urodzinami? Bo świadome to raczej nie. Trzydzieste były ostatnimi którymi się przejęłam. Zresztą czym miałabym się przejmować? Nigdy naprawdę nigdy nie wyglądałam lepiej. Zdrowsza tez chyba nigdy nie byłam. Treningi przynoszą efekty, dopieszczam swoje umiejętności, przez rok zbudowałam 8 kg nowych  mięśni. To co było dla mnie ciężkie , teraz jest lekkie jak piórko. Praca nad pewnością siebie ...

Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi.

Image
Miłość, czyli równanie z samymi niewiadomymi Niektórym wszystko w życiu przychodzi łatwo, a inni muszą się napracować, aby osiągnąć sukces. Po drodze odhaczają porażki, ale nie z każdej łatwo jest się podnieść. Czasami przychodzi załamanie, musisz odciąć się od świata, by rany zagoiły się w spokoju. Nie oznacza to złożenia broni, ale etap walki. Dla mnie największym wyzwaniem w życiu jest miłość. To ona jest sensem życia, nadaje światu kolor i smak. Jest jedyną rzeczą, którą mamy w pamięci, odchodząc z tego świata. A pieniądze? Nie mają znaczenia, przychodzą i odchodzą. I choć zazwyczaj muszę się urobić po łokcie, aby je mieć, to nie one są sensem mojego życia. To samo z rzeczami materialnymi- tyle razy już miałam coś, co za chwilę straciłam, że nie potrafię tego nawet zliczyć. Dlatego nie można się do nich przywiązywać. Strach, który nie pozwala oddychać Wszystko jest proste do zrobienia. Czasem pracochłonne, lecz proste. Ale nie miłość. Tutaj nie ma prostego równania, a...

To give birth or not to give birth, that is the question

I never used to explain to anyone why it is that I don’t have children. Actually I never answered the question in front of myself, either. It was very recently that I started to put certain thoughts into words, even though they had always been obvious to me. I think it’ll be another part of my previous post in which I shared with you my reluctance to multiply typical social behaviours without previous contemplation whether or not they’re actually good for me and my surroundings. Everyone has a baby and so will I. Procreation is a topic that on one hand is a purely biological instinct but on the other – poses overwhelming social pressure. Because apparently all (normal) people must want it, or they should at least. You could even say that it’s also political pressure because no government wants to admit that the social security system is bankrupt. Whereas my opinion is that not everyone should have children. What’s more, most people definitely shouldn’t have children because the...

Rodzić czy nie rodzić, oto jest pytanie.

Nie miałam w zwyczaju tłumaczyć się nikomu, dlaczego nie mam dzieci. Właściwie to sama tak do końca nigdy sobie nie odpowiadałam na to pytanie. Dopiero jakoś ostatnio powoli zaczęłam ubierać w słowa pewne myśli, które tak naprawdę zawsze były dla mnie oczywiste. To będzie chyba kontynuacja mojego ostatniego posta, w którym podzieliłam się z Wami moją niechęcią do powielania typowych zachowań społecznych, bez wcześniejszego zastanowienia się, czy aby na pewno są dobre dla mnie i mojego najbliższego otoczenia. Wszyscy mają dziecko, mam i ja Rozmnażanie to temat dotykający z jednej strony czysto biologicznego instynktu, a z drugiej — niesamowitej presji społecznej. Ponieważ podobno wszyscy (normalni) muszą tego chcieć, wszyscy powinni. Można nawet powiedzieć, że jest to również presja polityczna, bo żaden kolejny rząd nie chce przyznać, że ZUS jest już bankrutem. Tymczasem moje zdanie jest takie, że nie wszyscy powinni mieć dzieci. Powiem więcej, większość zdecydowanie nie powinna ...

Pokolenie, czyli co jest z nami nie tak.

Image
Ciągle spotykam się z opinią, że my, dzieci lat osiemdziesiątych, jesteśmy przegranym lub oszukanym pokoleniem. I kompletnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Przecież nikt chyba nie wierzył, że z zarabianiem pieniędzy będzie zawsze tak łatwo jak na początku lat dziewięćdziesiątych.  Albo że będzie łatwo ze znalezieniem pracy, tak jak dziesięć lat młodszym rocznikom, gdy rynek z całą mocą chłonął wysokiej klasy specjalistów. Kiedy konkurencja nie istnieje, zarabianie pieniędzy jest dziecinnie łatwe. To jak z oranżadą „Helena” na każdym weselu. Łapiecie? Nie warto wierzyć w Świętego Mikołaja Uwierzyłeś, że za studia, które kończyli wszyscy, dadzą Ci dobrą pracę, a teraz masz pretensje, że fryzjerka po zawodówce zarabia 5 razy więcej? A może uwierzyłeś, że będziesz szczęśliwy, robiąc całe życie to, czego nie lubisz? Cóż, powiedzmy sobie szczerze — jest mi przykro, że dałeś się oszukać, ale to tylko i wyłącznie Twoja wina. Jeśli nie wiedziałeś, co studiować, i wybrałeś ...

Zainspiruj się sobą, więcej nie potrzebujesz...

Image
           Lubię siebie. Chciałabym się sklonować i się przelecieć. Serio, byłoby przyjemnie 😋😉😆😆😆. A tak na poważnie , to wbrew pozorom wcale nie uważam się za kogoś szczególnie wyjątkowego. Oryginalnego, może tak. Jebniętego, nie zawsze pozytywnie, owszem. Ale wybitnego? Nie. I nawet niespecjalnie mnie to martwi, bo w dzisiejszych czasach bycie wybitnym z reguły nic nie daje, bardziej opłaca się bycie bezczelnym i egoistycznym. Nad tym drugim usilnie pracuję, ale o tym będzie inny tekst. Wracając do meritum – strasznie mnie śmieszy, kiedy ktoś mi zazdrości. A jeszcze bardziej, kiedy ma kompleksy na moim tle i próbuje mnie kopiować, zamiast po prostu być sobą. Zwłaszcza, że bycie mną wcale nie jest takie fajne ani proste.  Co mnie nie kręci i nie podnieca Okej, mogę się zgodzić, że jest to pewien rodzaj komplementu, bo podobno małpowanie kogoś stanowi najwyższą formę uznania. W porządku, niech inni małpują – ja nikogo nigdy nie naśladuję...